Blog

Blog o mojej pasji do fotografii.

Wczoraj wracając z Tykocina postanowiłam zajechać do Morus miejscowości w której żył i tworzył Władysław Puchalski - pionier zdjęć przyrodniczych na Podlasiu. Niestety już rano jadąc do Tykocina pogoda nie sprzyjała zwiedzaniu. Za Morusami następna mieścina to Góra, a z niej piękny widok na Narew. Nasze plany obejmowały również tam spędzenia kilku chwil na łonie natury. Cel - podziwianie urokliwego widoku na rzekę i odpoczynek na łonie natury. Wszystko byłoby piękne tylko aby było coś widać. W aucie nastroje morowe. Widoczność dochodzi do 10 metrów. Z auta nikomu nie chcę się wyścibiać nosa na zewnątrz tylko ja biegam w euforii po polach i cieszę się

Miałam okazję i wielką przyjemność poznać tak wspaniałego fotografa jak Christopher Morris na żywo. Jest dyslektykiem a to stanowi o tym, że widzi świat na swój indywidualny sposób. Ten świat pokazuję nam poprzez fotografie. Jest w tym tak bardzo nowatorski, że już teraz zapisał się na kartach historii fotografii. Znalazł tam dla siebie zasłużone miejsce i żadna gumka go nie wymaże. Tak jakby ten wpis został dokonany rysikiem na materiale z kamienia. Nas już nie będzie a jego zdjęcia długo będą opowiadać o czasach w których żył i tworzył. Jego fotografie cechuje prostota i treści i formy. Ale właśnie sposób w jaki Chris opowiada nam

Kilka dni spędziłam ze znajomymi w Warszawie. Chodziliśmy i poznawaliśmy miasto po swojemu. Każdy wieczorem przynosił zdjęcia ze swoich pieszych wycieczek i dyskutowaliśmy kto co odkrył, odnalazł, zauważył. Ja miałam trochę łatwiej gdyż po pierwsze znałam język, byłam jedyną polskojęzyczną osobą w naszej 7 osobowej grupie. Okazało się że ta łatwość była pozorna. Czasem już podnosząc aparat do oka słyszałam niedwuznaczne komentarze, które świadczyły dobitnie o nastawienie mojego potencjalnego obiektu fotograficznego do mnie. Moja koleżanka z USA po miłej rozmowie z mieszkańcem naszej stolicy (według niej rozmowa miała przebieg bardzo miły?) przyniosła swój zeszycik z wpisem przez owego jegomościa do przetłumaczenia mi. Jakie było moje zdziwienie

Trudno jest napisać relację z miejsca jak czas pozwala tylko na krótkie jego poznanie. Jednak pokuszę się o kilka słów na temat TOSKANII w której krótko było mi dane zaznać światła i tej specyficznej magii. Czuć ją było na każdym kroku. Dom wynajęty - w zasadzie stare kamienne domisko, z wysokimi sufitami pokrytymi freskami przedstawiającymi anielskie sceny, stare meble, nieużywane dziś kominki no i moje łóżko z prawdziwym baldachimem. Pierwsza noc pełna magicznych snów. Do tego księżyc szedł ku pełni a niebo rozjaśniała droga mleczna. Celem mojego wyjazdu było spędzenie tego tygodnia z przyjaciółmi, z którymi wspólnie dzielę pasję robienia zdjęć. Codziennie wstawaliśmy o 4

W magazynie reporterów Duży Format przeczytałam iż stołeczny ratusz zdecydował, że zdemontowany na czas budowy metra pomnik "czterech śpiących" nie wróci na warszawską Pragę. Nie podano żadnego uzasadnienia tej decyzji. Jest ona poddana do dyskusji : Wilgocki Pytam 3X. Odsyłam do źródeł do poczytania. Przykre jest, że na naszych oczach w państwie, które uważa się za demokratyczne w ten sposób próbuje się zacierać fakty historyczne. Każda wojna jest zła bo człowiek morduję człowieka, naród inny naród. Pomnik jest symbolem, hołdem oddanym zabitym żołnierzom. Wojny nie da się cofnąć, bezsensownej śmierci wielu tysięcy młodych ludzi także. To jak my odbieramy ten pomnik zależy od nas. Na

Odejście każdej bliskiej osoby to tragedia. Mój młodszy syn swojego dziadka - Albina Sokołowskiego zna tylko z opowieści. Odszedł za wcześnie, nagle tak jak wielcy i dobrzy tego świata. Teraz poznaje go lepiej przez to co zostawił po sobie -  przez swoje rzeźby. Albin był wspaniałym człowiekiem. Jego pracownia przy ulicy Liniarskiego była otwarta dla wszystkich chętnych. Wpadało się tam na kawę z fusami lub herbatę z prawdziwego samowara. Zawsze pełna życia, tłoczna od znajomych i mniej znajomych (ci zaraz się zadomowiali i zostawali przyjaciółmi), miejsce spotkań wielu wspaniałych. Ile tam się działo ? Wizje artysty wykraczały poza normy tego świata. Jak coś budował to

Nastaje taki czas dla jeleni podczas którego zachowują się one bardzo dziwnie z naszego punktu widzenia. Dla nich to coroczna codzienność. Panowie obnoszący swoje piękne poroża dumnie starają się je zademonstrować swoim paniom. Dźwięki przy tym wydawane są niepowtarzalne i każdemu słuchaczowi z osobna kojarzą się z czymś innym. Słyszałam już iż przypominają stękanie na klopie, płacz idącego do przedszkola 4-latka, rozpacz nad zgubionym portfelem lub rozbitą flaszką. W tym roku postanowiłam sama przekonać się co nowego mają do powiedzenia leśni panowie z pięknymi wiankami na głowach. Nad ranem (w zasadzie to jeszcze w nocy) wybrałam się z przyjaciółką na leśny obchód. Księżyc lekko zarysowany na

Piękny wiosenny dzień - słońce, lekki podmuch wiatru wprawiający  w ruch, kołyszące się pod naszymi nogami trawy. Cudowne miejsce na ziemi, pewna mała wioseczka, o rzut bereta od naszej wschodniej granicy i my: ja,Bunia i Irena! Cudnie jest mieć kogoś na ziemi na kogo zawsze możesz liczyć.  Pakujesz książkę, aparat i dobre wino na wieczór. Wiesz, że to będzie jeden z tych wspaniałych wieczorów. Taki co ładuje akumulatory, daje siły do pokonywania codzienności. Cudownie jest mieć Was w zasięgu ręki i wieczorem gadać o rzeczach ważnych i tych mało istotnych. Przed nami wiele takich spotkań podczas których wiele się chce i się robi. A to

Album fotograficzny to nie tylko zdjęcia - to treści w nich zawarte, historie, opowiadania. Jeśli album niesie za swoim odbiorem mocną historię wówczas możemy powiedzieć o nim że jest wyśmienity. Taki na pewno jest album Christopha Bangerta - WAR PORN. Pomimo okrucieństwa w nim zawartego właśnie ta masakra ma czemuś służyć. Sam autor jest wnukiem niemieckiego żołnierza z II Wojny Światowej, który przeszedł z Wermachtem przez Rosję jako wojskowy lekarz. Christopher pisze o nim "widział niewyobrażalne rzeczy ale opowiadał tylko o swoim koniu."  Niestety wojenne doświadczenia ludzi podczas II Wojny Światowej niczego nie zmieniły w mentalności narodów. Okrucieństwa, przemoc, zabijanie nie skończyły się. Dziś tyle

Perpignan to małe miasteczko na południu Francji (około 100 km od Hiszpanii) na początku września staję się Mekką dla fotografów z całego świata. Ci którzy w czasie roku mijają się podczas najważniejszych wydarzeń na świecie tu wyluzowani dzielą się się swoimi fotografiami, doświadczeniem, pokazują swoje wystawy, podpisują świeżo wydane książki. Podczas tych kilku dni w jednym miejscu można spotkać tak wiele wspaniałych fotografów, że przyprawia to człowieka o stan ducha i ciała lekko wskazujący na zmieszany nie wstrząśnięty. Swoją książkę podpisywali między innymi fotografowie wojny w Wietnamie : Chu Chi Thanh, Doan Cong Tinh, Hua Kiem i Mai Nam. To ich zdjęcia pokazywały przebieg walk